web2.0, open source i inżynieria kosmiczna

Archive for the ‘historia’ Category

Przyzwoitość Google wobec katastrofy

Pecunia non olet – miał powiedzieć Wespazjan wprowadzając podatek od przemysłowego wykorzystania uryny z miejskich toalet. Kapitalizm służy tysiącem przykładów, że ta starożytna sentencja jest wciąż żywa. Kolejny dowód dostarczyli specjaliści od e-marketingu, których zadaniem jest walka o tzw. traffic na stronach, którymi się opiekują. Już w chwilę po katastrofie pod Smoleńskiem w odpowiedzi na zapytanie do Google, tyczące się jednego z pasażerów można było zobaczyć taki oto obrazek:

Google 10 kwietnia

Pracownicy Dziennika i Interii zareagowali bardzo szybko. Zareagowali też oszuści, którzy w skandaliczny sposób chcieli wzbogacić się na osobach odczuwających smutek po katastrofie. Słowem – sekcja linków sponsorowanych stała się areną przykrej licytacji, które nasuwały złe myśli na temat moralności osób, które w nich uczestniczyły.

Przypomnę niewtajemniczonym na czym opiera się sens sekcji linki sponsorowane. Otóż wyżej jest ten, kto zgodzi się zapłacić więcej za potencjalne kliknięcie Internauty.

Chylę czoła przed taktem pracowników firmy Google stojących po drugiej stronie lady. Zareagowali w sposób w jaki należało – przyzwoicie. Zrezygnowali z pieniędzy za reklamę stron żerujących na tragedii. Linki sponsorowane na chwilę obecną wydają się być wyłączone, jeśli zapytanie dotyczy katastrofy w Smoleńsku.

Moje odczucie: Google pokazało profesjonalizm a chciwość Dziennik, Interia oraz wiele innych stron, takich, że występowanie obok nich przynosi ujmę.

Reklamy

Miasto 2.0 a Utopie: część 1 z 3

Miasto to najbardziej efektywna platforma rozwoju jaką ludzkość zdołała opracować. W zasięgu ręki są niezliczone zasoby, upakowane i udostępnione w super efektywny sposób. Możesz po nie sięgnąć i zwielokrotnić je własnym intelektem ku pożytkowi innych. Na przesztrzeni 10×10 km możesz spędzić większość swojego życia ucząc się, pracując, kochając, tworząc i czując się spełnionym. A przynajmniej tyle mówi prospekt emisyjny.

Miasto to także źródło wielu negatywnych procesów. Charakterystyczne dla niego jest duże zagęszczenie ludzi, niskie poczucie bezpieczeństwa mieszkańców, duży poziom zanieczyszczeń i hałasu. W miastach łatwiej o raka, nóż pod żebrem i śmierć pod kołami auta. Cena rozwoju?

Grupy kontestujace zastaną sytuację starają się coś z tym zrobić na własną rękę. Część wybiera alternatywną drogę organizując się w gamie społeczności zwanych intentional communities np. eko-wioskach czy egalitarnych społecznościach spółdzielczych. Często za inspirację biorą mają literackie utopie np. Walden Two. Czuję wielką sympatię do tych ludzi i ich przedsięwzięć. Stawiając na rozwój osobisty, zacieśnianie więzi i dzielenie się pracą wzmacniają te aspekty swojego życia, które i ja uważam za konstytuujące Dobre Życie. Ale prawdziwe pytanie brzmi jak skalowalny jest model, który oferują? Ile takich społeczności opartych o hodowlę nasion ekologicznych ziół czy wyrabianie hamaków da się utrzymać na świecie? Czy jest możliwe zorganizowanie w tym modelu przedsięwzięcia wysokich technologii, dajmy na to … spółdzielni oferującej usługi informatyczne? Cywilizacji?

Sądzę, że nie gdyż organizując swoje życie w przepięknych lasach Virginii albo lubelszczyzny odwracamy się od rozwoju cywilizacyjnego plecami. Widząc jednak słabe strony utopii wyekstrahujmy z nich mocne punkty i zobaczmy jak wiążą się z Miastem 2.0?

W środę część druga. Stay tuned!

Szwoleżerowie

Jak mawiał mnich-wojownik Li Mu Bai:

Prawdziwa zręczność przychodzi bez wysiłku.

Natknąwszy się przypadkiem na historię pułku konnicy polskiej biorącej udział w wojnach napoleońskich nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że była to grupa bardzo dzielnych i zręcznych jegomości. Przeczytajcie sami.

W bitwie pod Samosierrą

Po załamaniu się francuskiego natarcia piechoty Napoleon wydał szwoleżerom rozkaz zdobycia wąwozu. Wąska droga wiodąca na szczyt (300 metrów różnicy poziomów na odcinku 2500 metrów) i ograniczona z obu stron metrowej wysokości murkiem kamiennym, a ponadto obsadzona topolami, uniemożliwiała atak plutonami, dlatego został on poprowadzony czwórkami w szyku kolumnowym. Po zdobyciu pierwszej baterii atakujący, nie zwalniając tempa szarży prowadzonej galopem, w ciągu ośmiu minut dotarli na szczyt przełęczy. Doprowadziło to w rezultacie do zdobycia wszystkich czterech baterii i otwarcia drogi przez wąwóz na Madryt dla całej armii. Rozkaz ataku był tak trudny do wykonania, że pojawiają się głosy historyków twierdzące, iż Napoleonowi chodziło jedynie o demonstrację, pozorowany atak odwracający uwagę, który Kozietulski źle zrozumiał.

W bitwie pod Wagram

6 lipca 1809 roku w bitwie pod Wagram szwoleżerowie popisali się znów szarżą, która umocniła ich legendę. W brawurowym ataku rozbili pułk ułanów księcia Schwarzenberga, czym zapobiegli odcięciu armii od mostów na Dunaju. W czasie szarży odebrali ułanom ich lance i już z tą bronią atakowali dalej.

Zainteresowanym losami pułku Wincentego Krasińskiego odsyłam do strony opisującej jego historię.

Kim był Witold Pilecki?

68 lat temu, czyli 19 września 1940 r, rotmistrz Witold Pilecki dobrowolnie oddał się w ręce SS-manów by trafić do KL Auschwitz. Jego zadanie polegało na zorganizowaniu obozowego ruchu oporu. Przeżył w obozie 31 miesięcy (sic!) a potem uciekł aby zdać swoim przełożonym raport z warunków życia (i śmierci) w obozie. Alianci uznali raport za przesadzony (miliony zabitych!) i nie zdecydowali się na jakąkolwiek akcję.

Rzadko zdarza się w historii narodu taka postać. Bohater, który się nie ugina i dochowuje wierności swoim przekonaniom. Dziwne, że jeszcze nikt nie wpadł na pomysł ekranizacji jego życia (które zakończyło się bardzo smutno). W rocznicę jego bohaterskiego czynu oddaję hołd jego pamięci i z przejęciem czytam jego raport…

Chmurka tagów