web2.0, open source i inżynieria kosmiczna

Viagem a Portugal

Poprzedni tydzień spędziłem w Portugalii na konferencji dotyczącej telekomunikacji. Jej agenda jest przystosowana do wymagań Panów w okolicy 50tki, stanowiących większość jej uczestników przez co prawdziwej pracy i spotkań jest tam raptem 2 dni : ) Tym samym miałem całkiem sporo czasu by przyjrzeć się bliżej temu sympatycznemu krajowi.

Lizbona

Rua Augusta, podobnie jak masa innych ulic wyłożona śliczną, jasną kostką brukową, lśni niczym polana wodą. Taki połysk daje kostka polerowana dekadami przez podeszwy milionów przechodniów. Leży w Baixa-Chiado – sercu Lizbony, pełnym starych uroczych kamieniczek i Cyganów oferujących nielegalne używki oraz towary luksusowe, niechybnie z odzysku. Lizbona nazywana miastem siedmiu wzgórz ma bardzo urozmaiconą topografię. Ulice pną się i opadają między wzniesieniami. Przejażdżka taksówką (wcale niedrogo!) po tych wąskich i stromych ulicach daje więcej wrażeń niż kolejka w wesołym miasteczku : )

Lizbończyczy śmieją się, że jako jedyni mają metro w Portugalii. Choć Porto będąc mniejszym miastem ma linii metra więcej, koledzy z Lizbony uważają je za podziemny tramwaj. Swoim leciwym aparatem uchwyciłem wejście do stacji metra Baixa-Chiado wykute w ścianie kamienicy. Widok od wewnątrz:

Niedaleko na wschód od niej – Alfama. Słynna dzielnica Fado. Ta muzyka poruszy Twoją duszę a rachunek, który przyniesie kelner – saldo na Twojej karcie kredytowej.

Noite do Fado – czyli noc z Fado ma tradycyjnie miejsce w czwartki. Do najlepszych klubów dostać się można tylko rezerwując stolik z wyprzedzeniem. Od samego progu otoczone aurą odświętnej uroczystości. Wejść na salę można tylko gdy artyści mają przerwę. Przez 30 minut salę wypełnia gwar rozmów i szczęk sztućców by przy wejściu kolejnego śpiewaka ucichnąć i pozwolić widowni / klientom skupić sie na muzyce. Gasną światła i powietrze wypełniają tęksne dźwięki fado. Posłuchaj:


A gdy przychodzi weekend miasto ogarnia szaleństwo. Przynajmniej tak ja to widzę, bo bawią się Lizbończycy z manierą bez porównania fajniejszą od naszej. Ma w tym pewnie duży udział ciepły klimat, który od czerwca z biegiem tygodni coraz mniej zaskakuje pogodą. Otóż noc zaczyna się późno i kończy późno. Ulice Bairro Alto wypełniają się rozbawionym i pogodnym tłumem. O 2:30 panuje tam po prostu tłok. To dobry czas by zjeść pao com chorizo (coś a’la hotdog z pyszną kiełbaską) albo bifamę (bułę mięchem) i skoczyć do klubu. Tam zabawa do samego rana. Około 7mej-8mej na afrykańskie kechuas (najlepsza fasolka z mięsem jaką w życiu jadłem). Podobno dobrze wpływa na poradzenie sobie z alkoholem. Bez większych obaw można wskoczyć potem za kółko by powolutku dojechać sobie do domu. Ale uwaga! Trzeba bardzo mocno wierzyć w moc kechuas. Ja nie wierzę ale zapięty pasami i kontrolując czy mój kierowca aby nie przekroczył 30km/h (przekroczył) dojechałem bezpiecznie do domu : ) Poniżej uliczka w dzielnicy Bairro-Alto nocą. Typowa, zapchana i rozbawiona : )

Porto

Podczas gdy Lizbonę pokazali mi moi przyjaciele nocą, więc tylko jej imprezową część mogłem zobaczyć, moja urocza przewodniczka z Porto miała dla mnie czas popołudniem. Gdybym przyjechał dwa tygodnie wcześniej trafiłbym na ichniejsze juwenalia i pewnie miał problemy z powrotem do Polski więc może i dobrze, że dzień spędzony w Porto nie zakończył się całonocną imprezą : )

Soraia odebrała mnie ze stacyjki Campanha. Jej tylko znanymi ścieżkami trafiłem w najpiękniejsze zakątki Porto. Polecam szczególnie okolice mostu Ludwika I. Jest tam ładniej niż na pocztówkach : ) Opadające ku poprzecinanej sześcioma mostami, wijącej się tu rzece Douro brzegi usiane są starymi kamieniczkami dając taki efekt, że stanąłem w miejscu przez dłuższy czas. Dobre miejsce na oświadczyny : ) Zobacz:

Odwiedziliśmy też urokliwy bazar Mercado do Bolhao (zdjęcia w gronowej galerii powyżej) i wieżę Kleryków. Gdy wypowie się na niej życzenie napewno się spełni a można wypowiedzieć aż 3. Co za luksus! Okolice wieży warto odwiedzić także z innego powodu. Jest tu najlepszy sklep z winami w mieście. W Cleri Porto możesz dostać zarówno vinho verde za 1euro jak i butelkę rubinowego porto z 1922 roku za 1600euro! Obsługa (właściciel?) jest w dodatku tak miły, że pozwolił nam spróbować wytrawnego 10 letniego porto. Przepyszne! Panuje w Portugalii zwyczaj, że narodzonemu dziecku kupuje się dużo Porto, które z wiekiem dojrzewa wraz z obdarowanym. Dobrą okazją do otwarcia podarunku (beczka przynajmniej!) jest jego ślub lub … narodziny dziecka : )

Porto też ma swoje jedzonko. Kanapka franzezinha (francuzeczka) czy deser natas de cielo (niebiański krem) są bardzo smaczne i wkrótce postaram się je zreplikować domowymi metodami.

Podsumowując, Portugalia to pogodny kraj z sympatycznymi ludźmi. Kiedyś będę miał tam winniczkę. Przynajmniej!

Comments on: "Viagem a Portugal" (3)

  1. Nie ma to jak internetowa blogowa wycieczka wypełniona multimediami🙂 A jeśli chodzi o Porto, to słyszałem że ichniejsze metro powstało w ekspresowym tempie, w związku z mistrzostwami w piłce nożnej. Ale ponoć mieli łatwą robotę, bo górzysty teren.

  2. Doradzam poszerzyć relacje o emocje z opisów zdjęć do niej, w gronowej galerii. Wydają się być szczególnie ważne dla autora, tęsknotą za…
    Nostalgia tak portugalska🙂
    Gratuluje dostrzeżenia ogromu walorów ojczyzny fado!

  3. miejskikot said:

    ech i cóż rzec? zazdroszczę zwyczajnie… ja swojego Fado posłucham w polskich realiach:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Chmurka tagów

%d bloggers like this: