web2.0, open source i inżynieria kosmiczna

Pecunia non olet – miał powiedzieć Wespazjan wprowadzając podatek od przemysłowego wykorzystania uryny z miejskich toalet. Kapitalizm służy tysiącem przykładów, że ta starożytna sentencja jest wciąż żywa. Kolejny dowód dostarczyli specjaliści od e-marketingu, których zadaniem jest walka o tzw. traffic na stronach, którymi się opiekują. Już w chwilę po katastrofie pod Smoleńskiem w odpowiedzi na zapytanie do Google, tyczące się jednego z pasażerów można było zobaczyć taki oto obrazek:

Google 10 kwietnia

Pracownicy Dziennika i Interii zareagowali bardzo szybko. Zareagowali też oszuści, którzy w skandaliczny sposób chcieli wzbogacić się na osobach odczuwających smutek po katastrofie. Słowem – sekcja linków sponsorowanych stała się areną przykrej licytacji, które nasuwały złe myśli na temat moralności osób, które w nich uczestniczyły.

Przypomnę niewtajemniczonym na czym opiera się sens sekcji linki sponsorowane. Otóż wyżej jest ten, kto zgodzi się zapłacić więcej za potencjalne kliknięcie Internauty.

Chylę czoła przed taktem pracowników firmy Google stojących po drugiej stronie lady. Zareagowali w sposób w jaki należało – przyzwoicie. Zrezygnowali z pieniędzy za reklamę stron żerujących na tragedii. Linki sponsorowane na chwilę obecną wydają się być wyłączone, jeśli zapytanie dotyczy katastrofy w Smoleńsku.

Moje odczucie: Google pokazało profesjonalizm a chciwość Dziennik, Interia oraz wiele innych stron, takich, że występowanie obok nich przynosi ujmę.

Hydroponika

Rośliny zwykle rosną w glebie. Jednakże okazuje się, że nie jest ona konieczna dla ich wzrostu. Świetnie radzą sobie na substytutach gleby a nawet bez niej! Te alternatywne sposoby uprawy to hydroponika i aeroponika.

Im więcej czytałem o bezglebowej uprawie roślin tym silniejsze miałem przeczucie, że pozwala na uzyskanie plonów o jakości przewyższającej uprawy ekologiczne. Postanowiłem więc to sprawdzić eksperymentalnie.

Przygodę zacząłem od truskawek. Sadzonki nabyte w Tesco po oczyszczeniu z ziemi umieściłem w perlicie. Dno doniczki wyłożyłem gazą i w osi doniczki umieściłem knot z gazy aby ułatwić rozprowadzanie roztworu. Parę dni zajęło truskawkom zorientowanie się, że roztaczają się przed nimi korzystne perspektywy. Kiedy tylko wyszło kwietniowe słońce truskawki zrobiły to:

Hydroponiczna truskawka

Hydroponiczna truskawka

Rośliny nie potrzebują dużo do szcześcia. Gwarantem szczęścia jest słońce, woda i 17 składników mineralnych. Medium, w którym umieszczone są ich korzenie powinno mieć odpowiedni współczynnik pH a roztwór je opływający odpowiednie stężenie różnych składników. Pomocą służy Internet a także zawierająca interesujące informacje seria “Integrowana produkcja” wydana przez Państwową Inspekcję Ochrony Roślin i Nasiennictwa.

Zacząłem też hodować bazylię bezpośrednio z nasionek. Czekam z niecierpliwością na możliwość organoleptycznej weryfikacji hipotezy.

Hydroponiczna bazylia

Hydroponiczna bazylia na wełnie mineralnej

Chciałbym żyć w środowisku, które kiedyś nazwałem Miasto 2.0. Teraz widzę, że to konstrukcja w istocie dualna dająca:

A) tak jak w mieście, platformę o rozbudowanej infrastrukturze do realizacji wielu ciekawych i różnorodnych przedsięwzięć przy minimalizacji negatywnego wpływu jaki wywiera ono na mieszkańców.
B) tak jak w egalitarnych utopiach, platformę opartą na zaufaniu dającą możliwość współpracy, osobistego rozwoju i wzmacniania więzi społecznych.

Możliwości z grupy A dostarczają super-nowoczesne miasta dążące w kierunku zrównoważonego rozwoju takie jak Barcelona, Amsterdam, Paryż i Kopenhaga. Miasta w Polsce, w tym i Warszawa, zaczynają podążać ich tropem. Zrównoważone miasto czy też eko-miasto jest podstawą tego byśmy mogli żyć dobrze i jednocześnie rozwijać naszą cywilizację minimalizując negatywny wpływ na nasze zdrowie oraz racjonalnie wykorzystując zasoby jakie daje nam środowisko naturalne.

Ale jest jeszcze B, które ewidentnie odnajduję w egalitarnych utopiach a nie odnajduję w mieście. Potrafię zidentyfikować środowisko dajęce mi także wartości z grupy B. To grono moich najbliższych. Ogranicza się ono do Uli, Rafała, Noego, Krzyśka i mojej rodziny.

Od reszty osób jakie znam odróżnia ich wysokie zaufanie jakim ich obdarzam. Ufam im bo spędziłem z nimi dużo czasu i poznałem ich tak dobrze, że zostali moimi przyjaciółmi. Z osobami z tej grupy dużo rozmawiam i często jem wspólne (pyszne i zdrowe!) posiłki. Często pomagamy sobie nawzajem wyświadczając sobie przysługi, pożyczając lub wymieniajac się rzeczami. Wspólnie spędzony czas zbliża. Co raczej naturalne, nikt tego wszystkiego nie rozlicza bo wiadomo, że można liczyć na pomoc w zamian gdy zajdzie taka potrzeba. W pewnym sensie tworzymy małą komunę – ale chyba każde grono najbliższych osób tak działa, prawda?

Miasto to najbardziej efektywna platforma rozwoju jaką ludzkość zdołała opracować. W zasięgu ręki są niezliczone zasoby, upakowane i udostępnione w super efektywny sposób. Możesz po nie sięgnąć i zwielokrotnić je własnym intelektem ku pożytkowi innych. Na przesztrzeni 10×10 km możesz spędzić większość swojego życia ucząc się, pracując, kochając, tworząc i czując się spełnionym. A przynajmniej tyle mówi prospekt emisyjny.

Miasto to także źródło wielu negatywnych procesów. Charakterystyczne dla niego jest duże zagęszczenie ludzi, niskie poczucie bezpieczeństwa mieszkańców, duży poziom zanieczyszczeń i hałasu. W miastach łatwiej o raka, nóż pod żebrem i śmierć pod kołami auta. Cena rozwoju?

Grupy kontestujace zastaną sytuację starają się coś z tym zrobić na własną rękę. Część wybiera alternatywną drogę organizując się w gamie społeczności zwanych intentional communities np. eko-wioskach czy egalitarnych społecznościach spółdzielczych. Często za inspirację biorą mają literackie utopie np. Walden Two. Czuję wielką sympatię do tych ludzi i ich przedsięwzięć. Stawiając na rozwój osobisty, zacieśnianie więzi i dzielenie się pracą wzmacniają te aspekty swojego życia, które i ja uważam za konstytuujące Dobre Życie. Ale prawdziwe pytanie brzmi jak skalowalny jest model, który oferują? Ile takich społeczności opartych o hodowlę nasion ekologicznych ziół czy wyrabianie hamaków da się utrzymać na świecie? Czy jest możliwe zorganizowanie w tym modelu przedsięwzięcia wysokich technologii, dajmy na to … spółdzielni oferującej usługi informatyczne? Cywilizacji?

Sądzę, że nie gdyż organizując swoje życie w przepięknych lasach Virginii albo lubelszczyzny odwracamy się od rozwoju cywilizacyjnego plecami. Widząc jednak słabe strony utopii wyekstrahujmy z nich mocne punkty i zobaczmy jak wiążą się z Miastem 2.0?

W środę część druga. Stay tuned!

Szwoleżerowie

Jak mawiał mnich-wojownik Li Mu Bai:

Prawdziwa zręczność przychodzi bez wysiłku.

Natknąwszy się przypadkiem na historię pułku konnicy polskiej biorącej udział w wojnach napoleońskich nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że była to grupa bardzo dzielnych i zręcznych jegomości. Przeczytajcie sami.

W bitwie pod Samosierrą

Po załamaniu się francuskiego natarcia piechoty Napoleon wydał szwoleżerom rozkaz zdobycia wąwozu. Wąska droga wiodąca na szczyt (300 metrów różnicy poziomów na odcinku 2500 metrów) i ograniczona z obu stron metrowej wysokości murkiem kamiennym, a ponadto obsadzona topolami, uniemożliwiała atak plutonami, dlatego został on poprowadzony czwórkami w szyku kolumnowym. Po zdobyciu pierwszej baterii atakujący, nie zwalniając tempa szarży prowadzonej galopem, w ciągu ośmiu minut dotarli na szczyt przełęczy. Doprowadziło to w rezultacie do zdobycia wszystkich czterech baterii i otwarcia drogi przez wąwóz na Madryt dla całej armii. Rozkaz ataku był tak trudny do wykonania, że pojawiają się głosy historyków twierdzące, iż Napoleonowi chodziło jedynie o demonstrację, pozorowany atak odwracający uwagę, który Kozietulski źle zrozumiał.

W bitwie pod Wagram

6 lipca 1809 roku w bitwie pod Wagram szwoleżerowie popisali się znów szarżą, która umocniła ich legendę. W brawurowym ataku rozbili pułk ułanów księcia Schwarzenberga, czym zapobiegli odcięciu armii od mostów na Dunaju. W czasie szarży odebrali ułanom ich lance i już z tą bronią atakowali dalej.

Zainteresowanym losami pułku Wincentego Krasińskiego odsyłam do strony opisującej jego historię.

Nieznana szerzej grupa hackerów zdobyła kod źródłowy elektronicznych maszyn do głosowania w USA, o których mówiło się, iż nie są bezpieczne. Poniżej pełny listing programu:

05 TEXT : HOME
10 PRINT "ELECTION 2008"
20 PRINT "*************"
30 PRINT "PLEASE SELECT ONE OF THE FOLLOWING PRESIDENTIAL CANDIDATES:"
40 PRINT "A) BARACK OBAMA"
50 PRINT "B) JOHN MCCAIN"
60 INPUT A$
70 IF LEFT$(A$,1) = "A" OR LEFT$(A$,1) = "a" THEN GOTO 30
80 PRINT "YOU HAVE SELECTED JOHN MCCAIN.  THANK YOU."

Heroizm przyzwoitości

We wczorajszym wydaniu “Gazety Wyborczej” pojawił się felieton Magdaleny Środy zatytułowany “Heroizm Przyzwoitości“. Środa wskazuje na cechy, bez których jej zdaniem nie można być zaliczanym do grupy zwanej elitą:

Przez całe wieki społeczne i polityczne elity odróżniały się od reszty społeczeństwa nie tyle popularnością medialną, dobrym PR czy ostentacyjnym brakiem profesjonalizmu, ile etyką. Elita był elitą, bo stosowała wobec siebie wymagania moralne, którym nie mógł sprostać przeciętny człowiek. Przestrzeganie zasad honoru, norm etykiety, godności osobistej, odpowiedzialności było wymogiem podstawowym, ważniejszym niż pochodzenie czy przynależność klasowa.

Jak, w kontekście tego co pisze dalej:

Teksty i prace poświęcone moralności politycznej milczą o wymogach przyzwoitości i uczciwości, nie dlatego jednak, że cnoty te nie były ważne, ale dlatego, że były tak elementarne, tak “gruntowe”, że nie warto było o nich wspominać.

można odnieść się do wymogów stawianych przed profesjonalnym pracownikiem korporacji albo przedsiębiorcą? Interesujące, że na szkoleniach i w poradnikach dotyczących efektywnej komunikacji i kontaktów porusza się kwestie dziesiątek szczegółowych przypadków, które analgoicznie jak w starych pracach poświęconych moralności politycznej, możnaby pominąć, gdyby dla autora i odbiorcy wspólne było poczucie tego, że przyzwoitość i uczciwość to wartości elementarne.

Zachęcam do refleksji czy w obszarach swojej dzialalności: nauce, pracy, związkach, udaje Ci się sprostać wymaganiom przyzwoitości:

Przyzwoitość, czyli – przypomnijmy za “Słownikiem języka polskiego” – “zachowanie bez zarzutu, zgodne z moralnym obowiązkiem, ukrywające niechęć i namiętności, wskazujące na dobre maniery, prawe”. Tak niewiele, a tak dużo.

Najlepsza taryfa GSM

Każdy z czasem się z tym zmierzy. Zmiana taryfy GSM. Wchodzisz na stronę operatorów, ściągasz cenniki. Ślęczysz godzinami i nadal nic nie wiesz. I pozostajesz w tym dziwnym przeświadczeniu, że ktoś chce zarobić na Twojej niewiedzy.

Pokażę Ci jak ja wybieram taryfę.

Aby wybrać trzeba mieć zdefiniowane własne potrzeby i umieć dokonać porównania taryfy z inną taryfą. Moje potrzeby są proste: głównie dzwonię i nie interesuje mnie cena SMSów. Mimo wszystko operatorzy przestawiają ofertę tak, że porównanie jest trudne.

Chcę wiedzieć: ile minut będę mógł wydzwonić w miesiącu? Krótka piłka.

Jeśli nie interesuje Cię matematyka (prosta, obiecuję!) to możesz przejść na koniec artykułu by ściągnąć porównanie taryf.

Weźmy na warsztat moją taryfę Orange “Twój plan na rozmowy 90″. Po zalogowaniu na stronę orange.pl pokazuje mi się propozycja “Nowy pakiet dla firm 80″ (mam działalność gospodarczą). Podobny koszt abonamentu ale skąd mam wiedzieć, który mi się bardziej opłaca?

Twój plan na rozmowy 90 Nowy pakiet dla firm 80
Co miesiąc otrzymasz pakiet 360 minut do Orange i na numery stacjonarne wymiennych na 150 minut do pozostałych sieci lub 450 SMS-ów lub 225 MMS-ów do wszystkich sieci. 0,24zł do Orange
0.56zł poza siecią

Chcemy obliczyć średni koszt 1 minuty rozmowy. Po prostu. Jak to zrobić? Na rynku jest trzech operatorów. Każdy trzyma w garści około 1/3 rynku (zabawne – każdy jednocześnie twierdzi że jego udziały to między 35% a 40%). Oznacza to, że w przybliżeniu co trzecią minutę wydzwaniasz w obrębie sieci a resztę poza. Stacjonarne i  PLAY nie zmianiają zbytnio obrazu sytuacji. Przynajmniej w moim profilu użytkowania.

90*(0.33/360 + 0.66/150)=0.48

Ile płaciłbym w Nowy Pakiet dla Firm 80?

0.24*0.33 + 0.54*0.66 = 0.44

Fajnie a więc mi się opłaca :) Ale skoro mogę już PORÓWNYWAĆ oferty to może sprawdzę jakie są inne na rynku? Oto wyniki mojego rozeznania. Wiem, że wydzwaniam 100-200 minut miesięcznie i chciałbym płacić około 60 PLN brutto. Jaka jest najlepsza oferta?

l.p. Operator Nazwa taryfy Liczba minut Opłaty miesięczne
1 Orange Orange dla firm 80 (Więcej minut do Wszystkich) 233 59,78 PLN
2 Orange Orange dla firm 80 (Więcej minut do Orange) 189 59,78 PLN
3 Era Firma 115 (Najwięcej minut w firmie) 181 61 PLN
4 Era Nowa Era bez telefonu 60 170 60 PLN
5 Plus Taryfa Elastyczna 50 (Zniżka 50% do sieci Plus) 130 61 PLN

Trochę inaczej wygląda odpowiedź na pytanie: chcę móc zawsze wydzwonić 200 minut. Jak wygląda najlepsza oferta?

l.p. Operator Nazwa taryfy Liczba minut Opłaty miesięczne
1 Orange Orange dla firm 80 (Więcej minut do Wszystkich) 233 59,78 PLN
2 Era Nowa Era bez telefonu 75 220 75 PLN
3 Plus Taryfa Elastyczna 75 (Zniżka 50% do sieci Plus) 205 91.50 PLN
4 Orange Nowy pakiet dla firm 80
215 97.60 PLN
5 Era Firma 215 (Najwięcej minut w firmie) 314 109.80 PLN

Ściągnij wyliczenia dla innych taryf.

Kim był Witold Pilecki?

68 lat temu, czyli 19 września 1940 r, rotmistrz Witold Pilecki dobrowolnie oddał się w ręce SS-manów by trafić do KL Auschwitz. Jego zadanie polegało na zorganizowaniu obozowego ruchu oporu. Przeżył w obozie 31 miesięcy (sic!) a potem uciekł aby zdać swoim przełożonym raport z warunków życia (i śmierci) w obozie. Alianci uznali raport za przesadzony (miliony zabitych!) i nie zdecydowali się na jakąkolwiek akcję.

Rzadko zdarza się w historii narodu taka postać. Bohater, który się nie ugina i dochowuje wierności swoim przekonaniom. Dziwne, że jeszcze nikt nie wpadł na pomysł ekranizacji jego życia (które zakończyło się bardzo smutno). W rocznicę jego bohaterskiego czynu oddaję hołd jego pamięci i z przejęciem czytam jego raport…

W pierwszą niedzielę po, pierwszej pełni Księżyca po równonocy wiosennej przypada święto znane obecnie jako Wielkanoc. Choć to święto miało niegdyś inną nazwę to zwyczaje pozostały. Wielkanocne jajko, śmigus dyngus, nawet procesje – wszystko to rodzima twórczość naszych prasłowiańskich przodków. Różnorodne te zabiegi miały jeden wspólny cel. By o przygnębiającym sezonie zimowym do życia i domostw wnieść dobrą energię.

Wyciągnąłem więc moją siostrzyczkę, po raz pierwszy w tym sezonie, na rower. Ania z rowera korzysta rzadko ale intensywnie. Np. jedzie sobie na Ukrainę albo Rumunię. Obieżyświat : )

Jako że w domu miałem trochę cebulek tulipanów i nasion innych kwiatków postanowiliśmy je zasadzić. A że od dawna chodziła mi po głowie myśl odwiedzenia Góry Śmieci to właśnie ona stała się celem wyprawy. Oto czego się dowiedziałem o górze śmieci:

1. Rozciąga się z niej niespodziewanie przyjemny widok.

2. Rosną na niej różne rośliny. Widać trawę i chwasty. Teraz będą i tulipany : )

3. Na dole nie śmierdzi na górze tak. Zapach, ktory stamtąd docierał nie zachęcał do wdrapania się na sam szczyt.

4. To czarne na szczycie to niestety nie czarnoziem… To mieszanka szkła, odpadów przemysłowych, papieru i … Nie napiszę na co wyglądał mi ostatni składnik. Przy czym wcale nie zachęcam do wybrania się na górę, żeby się dowiedzieć. Gdyby nadawała się do odwiedzin… Cóż… Nie było by przed nią szlabanu, prawda?

A tutaj reszta zdjęć z przejażdżki.

Chmurka tagów

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.